Pojawiam się po dłuższej nieobecności i życie pokazało, jak wiele z moich przewidywań się sprawdziło. Na wstępie chcę podkreślić z dużą mocą, że sukces nasz, idealistów, którzy wspierają Ruch Palikota jest bardzo bliski mojemu sercu. Nie po to jechałem na Kongres, by teraz odmawiać mu racji bytu. Moją troską jest to, aby ten nowy byt polityczny w naszym Sejmie, nie spalił na panewce, by nasze marzenia i nadzieje nie rozpłynęły się w wyborach za lat cztery…
Pierwsza moja uwaga jest taka, że zwyciężył nie Ruch Palikota, a sam Janusz Palikot. Prostym sprawdzianem tej tezy jest zapytanie, co się stanie z Ruchem Palikota, gdy jego Przewodniczący zniknie z życia publicznego. Gdy spojrzymy na ten problem z drugiej strony, to co by się stało, gdyby teraz Janusz Palikot wprowadził na rynek jakiś towar o marce „Palikot”? W pierwszym przypadku ruch przestałby istnieć, zaś w drugim, ten nowy towar byłaby hitem sprzedażowym i to nie tylko w naszym kraju! To był dobry manewr tylko na wybory, który pomógł wprowadzić na rynek polityczny zupełnie nieznany produkt. Miałem za złe Januszowi, że przez ten rok poprzedzający wybory, na każdym kroku promował siebie, a nie nas, ale z marketingowego punktu widzenia, nie było innego, równie skutecznego wyjścia. Było za mało czasu. Teraz, przez cztery kolejne lata możemy pokazać nowe osobowości, które będą w stanie pociągnąć listy wyborcze w następnych wyborach.
Druga uwaga jest taka, że dyskusja programowa, była, delikatnie rzecz ujmując, uboga. Skutek tego stanu rzeczy jest taki, że dziś, gdy pada pytanie dziennikarza chcącego dowiedzieć się o co nam chodzi, posłowie elekci wypadają słabo. Masa ogólników, z którymi trudno dyskutować, a dla ogółu wyborców, oczywista. Pierwsze z brzegu hasło: „Rozdział kościoła od państwa” jest kompletnie bez treści. Nikt nie powiedział o społecznych skutkach obecności kościoła w szkole, czyli o tym, że najważniejszym problem jest to, iż kościół zaszczepia w naszych dzieciach poczucie winy. Osoby z poczuciem winy łatwo ulegają manipulacji. Ten brak konkretów da się nam we znaki i może sprawić, że wyborcy żądni zmian, rozczarują się do nas i to będzie bardzo niebezpieczna sytuacja dla nas wszystkich. Problem jest o tyle ważny, że każdy następny ruch, choćby nie wiem jak słuszny, rzeczowy, będzie obarczony brakiem zaufania i oddali nas od koniecznych zmian. Dotyczy to w równym stopniu pozostałych haseł, które pojawiły się na sztandarach w kampanii wyborczej.
Zabrakło mi jakiejś ważnej, przełomowej wizji społeczeństwa, jakim powinniśmy się stać za lat 20 i więcej… Nikt nie zająknął się choćby na temat obecnie nam panującego systemu społeczno-ekonomicznego, który sprawia, że państwo głównie zajmuje się dzieleniem biedy. Zabrakło mi tej przewodniej myśli, która przekonałaby mnie do tego, że w przyszłości jest szansa na dokonanie ogromnej zmiany jakościowej w naszym i naszych wyborców życiu, która sprawi, że będzie się żyło dostatnio i pomoc państwa będzie potrzebna tylko tym, którzy rzeczywiście tej pomocy potrzebują.
Nadszedł czas na zdefiniowanie przyczyn, które sprawiają, że tak wiele jest niesprawiedliwości w różnych aspektach naszego życia zarówno społecznego jak i ekonomicznego.
Mam taką propozycję, która może sprawić, że w przyszłości nie będzie takiego bezrobocia, nie będzie takiej biedy, nie będzie wielu negatywów, które obecnie tak dokuczają nam w naszym codziennym życiu. Wydaje się, że warto pomyśleć nad tym, jaką nową jakość jesteśmy w stanie zaproponować przyszłym pokoleniom Polaków. Jest to o tyle ważne, że trzeba zdać sobie sprawę ze zmieniającego się w coraz to większym tempie naszego otoczenia, w którym przyszło nam żyć. Jednym z najważniejszych czynników jest postęp technologiczny. Sprawia on, że w przewidywalnej przyszłości praca ludzka stanie się zbędna. Już dziś w bardzo wielu firmach zatrudnienie osób fizycznych jest utrzymywane na poziomie ok 20% wyłącznie z powodów humanistycznych. Już raz mieliśmy okazję przeżyć bunty robotników skierowane przeciwko maszynom parowym, który odzwierciedlał sytuację społeczno – ekonomiczną naszych przodków. Trzeba sobie w końcu jasno powiedzieć, że przyczyną bezpośrednią bezrobocia jest rozwój technologiczny, a w tym komputeryzacji i robotyzacji w gospodarce i coraz to większy udział tych nowych technologii w naszym życiu codziennym. Na czym zatem polega mój pomysł?
Z grubsza rzecz ujmując, to chodzi o symetrię, o równość praw. Powoli nadchodzi czas na rewolucyjną zmianę relacji obywatel-gospodarka z klienckiej, na podmiotową. Pora na istotne zmiany w relacji pracodawca – pracobiorca. Jeśli obywatel będzie miał również prawo do osiągania zysku ze swojej działalności, to zmieni to w oczywisty sposób jakoś relacji pracodawca – pracobiorca oraz zupełnie inny przepływ zysków i kapitału. Czy można to można osiągnąć? Można, czyniąc pracobiorcę podmiotem na prawach podmiotu gospodarczego.
Uzasadnienie:
Obecnie obowiązuje podstawowy podział na pracodawców i pracobiorców. Ci dwaj główni gracze na rynku nie mają równych praw i obowiązków wynikających z umowy. Nierówność ta polega na tym, że diametralnie inne prawa stosuje się do stron umowy. Główna różnica polega na tym, że pracodawca ma obowiązek osiągać zysk, a pracobiorca nie. Pracodawca ma prawo do naliczania kosztów, pracobiorca takiego prawa nie ma. Skutek takiego podejścia do sprawy jest taki, że państwo nasze troszczy się o to, by pracodawcy mogli wypracowywać zyski, a pracobiorcy takiego prawa nie daje. Państwo pamięta o tym, że pracodawca inwestuje kapitał, więc należy mu się zysk od tego kapitału. Im go więcej na rynku, tym państwo staje się bogatsze. Tylko państwo zapomniało, że pracownik również inwestuje swój kapitał w postaci wiedzy i umiejętności oraz swojego czasu, co sprawia, że pracodawca w ogóle może cokolwiek produkować!
Podniesiony przeze mnie problem jest tylko zachętą do podjęcia rzeczowej, mocno pogłębionej dyskusji na wyżej opisany temat. Podjęcie go może sprawić, że zaczniemy budowę zupełnie nowego społeczeństwa, które odnajdzie się w nowej, nieubłaganie nadchodzącej, rzeczywistości. Zapraszam Was do komentowania tego pomysłu.





















